wygrywam

Nov. 8th, 2010 11:13 pm
1. wiecie jak to jest - jeśli osoba, która mieszka najbliżej najczęściej się spóźnia. No więc jako że mieszkam jakieś 12 minut od mojej pracy, zawsze mi tych dwóch brakuje. nikt się jeszcze nie czepiał, ale zawsze przychodzę do pracy ostatnia. I nigdy nie czekam pod drzwiami.
Dziś przed pracą musiałam pójść do sklepu, wiec wyszłam z zapasem i byłam całe za pięć dziewiąta pod kancelarią.
Zamknięte.
*Stoję*
*Przychodzi Sylwek*
Sylwek: O! co Ty tak szybko?
Ja:...
*stoimy razem i czekamy na panią Alicję*
*przychodzi pani Alicja*
Pani Alicja: Czekacie? A ja się specjalnie nie spieszyłam, bo wiedziałam, ze masz klucze.
Ja: No w sumie mam je w torbie
(miałam, bo zamykałam kancelarię w czwartek i tak zostały ze mną na stałe chyba teraz mogę spokojnie okradać szefową)

2. Wczoraj byłam na imprezie (tłumacze sobie, ze właśnie dlatego zapomniałam, ze mam te klucze w torbie). Oczywiście zasnęłam przed północą, bo jakżeby inaczej.
Poza tym dowiedziałam się, ze wyglądam, jakbym biła ludzi (widać mam taką przyjazną twarz).
Koleżanka opowiada mi swoją rozmowę z inna dziewczyna. Podczas rozmowy padło słowo "sędzina", Magda zwróciła uwagę, że powinno się mówić "sędzia"
Magda: Bo wiesz ja mam koleżankę, która jest feministą i zwraca uwagę na takie rzeczy.
Dziewczyna: Ewa?
M: Tak
Dz: Ona by mnie pewnie zdzieliła za coś takiego.
M: Nie no, ona nie bije ludzi.
Dz: Na prawdę? A nie wygląda.

Ja *-________-'*

(Drogie dzieci, ja na prawdę nie biję ludzi, ja tylko zjadam niemowlęta na śniadanie)

3. Byłam dziś na seminarium, które trwało całe 3 minuty.

4. A potem byłam na treningu i było tak faaaaaaaaaaajnie (co z tego, ze nadal nic mi nie wychodzi)
1. Od poniedziałku znowu mam okulary. Skorzystałam ze starych oprawek, bo noszę je tylko do czytania i pracy przed komputerem czyli w umie prawie zawsze XD. Mniej mi się wzrok męczy, ale największa poprawa jest w widzeniu a odległość.

2.Ostatni Dexter mnie zawidł )

3. Do końca października nie mam lekcji z Asią. W sumie nawet mi nie żal.

4. Na treningach czuję, że robię większe postępy w koszykówce niż w karate.

5. w pracy odpieram teraz telefony i uczę się być wredną babą dla dłużników i miłą dla wierzycieli. Od listopada szefowa będzie jeździć w teren. nie wiem, jak będę miała sama ogarnąć udzielanie informacji (nawet nie wiem, co komu mogę udzielić). Chyba powinnam przeczytać ustawę o komornikach i część kodeksu postępowania cywilnego dotyczącą egzekucji.

6. Na poniedziałkowym seminarium zorientowałam się, że mój promotor nie ma pojęcia o czym będę pisać pracę (tzn. wie, że o feminizmie i tyle). Smuci mnie to trochę. ale będę mogła całość zmyślić, b i tak nikt tego nie zweryfikuje

7. Najlepsza z Sióstr instaluje się powoli w Warszawie. Dostała z pracy służbowego laptopa, ale mówi, ze nie bardzo ogarnia ten swój kurs przygotowawczy. Także proszę trzymajcie kciuki bardziej, co? Mówi, że lubi swoja współlokatorkę (nic dziwnego, dziewczyna studiuje japonistykę), ale płaci 900 zł za pokój (plus opłaty0. To mi przypomina, dlaczego pić lat temu na mojej liście potencjalnych uniwerków Warszawa była skreślona od razu. Choć teraz coraz częściej myślę sobie, że taki wyjazd to jednak byłaby bardzo dobra inwestycja, jeśli chodzi o wszelaka działalność, bo generalnie większość organizacji pozarządowych mnie interesujących ma siedzibę w Warszawie. Mogłabym współpracować od jakiegoś czasu. Wszelakiego rodzaju konferencje tez odbywają się w stolicy. A obecnie przyjazd to nie tylko bariera finansowa, ale i czasowa.

update

Sep. 11th, 2010 12:19 pm
Miałam dać jakiś update o tym, co się u mnie dzieje. Minął tydzień mojej pracy, więc jest okazja.

Nadal nie robię nic, do czego potrzebna byłaby matura, a najbardziej przydatny przedmiot to technika (zwana także pracami ręcznymi). Nie mówię, że tak wygląda cała praca komornika, ale jest część roboty papierkowe, którą trzeba zrobić w każdej sprawie (ja) (komornik ma dość ciekawy status, bo z jednej strony ma własną działalność gospodarczą, a z drugiej jest organem państwowym), a dopiero potem można pomyśleć co dalej (szefowa). Może później też będę myśleć, ale jak na razie jedyne na co musze zwracać uwagę to czy jest jeden czy więcej dłużników oraz czy są osobami fizycznymi czy prawnymi. No i czasem skąd są.

Chyba najbardziej odpowiedzialną robotą w tym wszystkim jest wprowadzenie do komputera danych wierzyciela i dłużnika (jak dotąd na szczęście nie robiłam, ale boje się, że jak zacznę to wylecę – wiecie, nazwiska, literówki, ja). Bo resztę to robi komputer. Naprawdę, jestem pełna podziwu, jak bardzo taki program komputerowy usprawnia pracę. Gdyby nie on, to w kancelarii już musiałoby pracować z pięć osób. Bo widzicie to nie jest tak, że ja dostaje wzorek pisma, takiego np. zajęcia wierzytelności do US i mam w nim pozmieniać dane i wydrukować w odpowiedniej ilości egzemplarzy. Ja wchodzę w sygnaturę sprawy w programie, wybieram odpowiednie pismo z menu, otwieram, program sam sobie pobiera wszystkie niezbędne dane (np. imiona i nazwiska dłużnika i wierzyciela, adres urzędu skarbowego), czasem wprowadzam koszty egzekucyjne (to jest tricky part, tu trzeba zauważyć, że np. dłużników jest więcej i koszty trzeba pomnożyć), naciskam „drukuj” i samo mi drukuje odpowiednią ilość egzemplarzy plus koperty i zwrotki. Jak sobie pomyślę, że kiedyś to robili na maszynach do pisania w takich np. czterech egzemplarzach, do tego jeszcze ręcznie wypisywali koperty i zwrotki…. Moja szefowa przez 18 lat była asesorką komorniczą i mówi, że pamięta czasy, kiedy się to wszystko robiło ręcznie (i się lizało koperty, żeby je zakleić – to też musiał być koszmar, tak wiecie, sto listów dziennie).

Od poniedziałku powinien wrócić drugi pomocnik komorniczki, zobaczymy jaki będzie.



Poza tym zaczął się wrzesień, cos się powoli rusza. W zeszły weekend zaliczyłam prelekcję feministyczną, wczoraj byłam na piwie ze znajomymi z Żywej Biblioteki. Być może w listopadzie będzie taka w Malborku. Poza tym od września ruszyło karate. Z tej okazji kupiłam sobie kimono, wiec przynajmniej ubiorem nie odstaje od grupy. Z umiejętnościami gorzej, bo nic nie pamiętam po wakacjach. Za to jestem zadowolona z mojej kondycji fizycznej. Okazuje się, że rzeczy, które mi do niedawna wydolnościowo sprawiały trudność, nie są już takie złe. No i w sumie lubię się zmęczyć :).



Czekam na plan zajęć i zastanawiam się, jak ja to wszystko razem połączę.
Byłam dziś odwiedzić obóz karate (prawdopodobnie jedyny raz podczas całego obozu :( ), odbyłam dwa treningi, w tym jeden w pełnym słońcu (masakra, nie miałam nic na głowę), na korcie tenisowym, od czego chyba poparzyłam sobie nóżki, po podłoże kortu było tak nagrzane, ze parzyło.
Po raz pierwszy od jakiś czterech lat kąpałam się w jeziorze, co zaowocowało spaleniem sobie pleców (mam nadzieję, że jutro nie będą boleć). Ręce ładnie zabrązownione, nogi nadal białe (no co? Miałam długa sukienkę).
Dochodzę do wniosku, że niepojechanie na cały obóz było dobrą decyzją – nie przeżyłabym tego kondycyjnie. Co tam dwa treningi dziennie. MARINA (moja koleżanka). Nieważne, czy jesteś przed posiłkiem, po posiłku, przed treningiem czy po. Słyszysz ciągle: chodźmy popływać, pograjmy w siatkę/badmintona/ ping – ponga. Cały czas.
W sumie szkoda, że przez ten jutrzejszy chrzest nie mogłam zostać na noc, bo naprawdę chętnie obejrzałabym sobie z nimi mecz. Samej to tak trochę nudno. Urugwaj :(

Niestety nie obyło się bez smutnych spostrzeżeń o wszechogarniającym patriarchacie. Kiedy jakiemuś chłopcu coś nie wychodziło i terner chciał go skarcić, to powiedział, że kupi mu na urodziny lalkę …

Tak trochę padam na pyszczek i chyba zaraz pójdę spać.

Profile

galianoir

April 2011

S M T W T F S
     12
34 567 8 9
10 1112 13 141516
17181920212223
24252627282930

Syndicate

RSS Atom

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Sep. 24th, 2017 11:07 pm
Powered by Dreamwidth Studios