Meme wzięte od [livejournal.com profile] magdalith Tak na rozruszanie śpiącego otatnio lj'a.

Postaram się pisać coś codziennie (a przynajmniej w te dni, kiedy nie będzie innych notek), ale może być ciężko, bo generalnie nie słucham muzyki/nie oglądam YT. Trudno, najwyżej wyciągnę moje stare pamiętniki.

Musze zamieścić kategorie notek, żeby mieć ściągę.

1. Zdarzenie dnia.
2. Cytat dnia.
3. (Moja) myśl dnia.
4. Śniło mi się dzisiaj.
5. Zdjęcie dnia.
6. Dźwięki oraz obrazy ruchome (YT)
7. inne?


zdarzenie dnia #1 )
Jebane kurwa kanary.

wiecie, po 5 latach jeżdżenia na bilecie miesięcznym nadal zapominam, że trzeba kasować jednorazówki. I czasem mi się przypomina po dwóch przystankach. Tak jak dziś. I nawet wstałam i wyciągnęłam bilet, ale zanim dotarłam do kasownika facet zarządził kontrolę.

Żebym jeszcze kurwa nie miała tego biletu, albo zupełnie o nim zapomniała. Albo żebym kurwa czasem jeździła na gapę. Ale nie, kurwa, kupuję zawsze. Teraz to chyba przestanę, bo jak widać nie ma najmniejszego sensu.

A zastanawiałam się, czy może jednak nie kupić semestralnego. Teraz kurwa wyszłoby taniej.

Żeby było jeszcze lepiej seminarium na, które pojechałam zostało odwołane (karteczka na drzwiach, kurwa). Dobrze, że miałam inne rzeczy do załatwienia, bo bym się pochlastała.
1. Najlepsza z Sióstr szczęśliwie doleciała do Warszawy, mimo że rosyjskim samolotem.

2.  Na dzisiejszej lekcji (która miała być jutro) wypiłyśmy z Asią całe wino, więc wpis może być trochę nieskładny. Moja praca wpędza mnie w alkoholizm

3. A propos pracy. Rozmawiałam z Panią Alicją. Nie było problemów, pracuje do końca miesiąca.

4. W dniach 1-3.04 jestem w Warszawie, bo Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny robi następne szklenie. Czy ktoś chce się spotkać?

Ogłoszenie

Feb. 6th, 2011 06:40 pm
Właśnie idę do Chomika, która to wizyta rozpoczyna długi maraton socjalizacyjny, który skończy się gdzieś w przyszłą niedzielę. Nie wiem, jak to przeżyję i nie wiem, po co to sobie robię. Miałam odpoczywać po sesji, a prawdopodobnie umrę na nadmiarobodźcozę.
Po drodze odwiedzę Kraków i Poznań. Nie pamiętam, czy miałam dla kogoś coś wziąć,/komuś coś oddać. Dlatego proszę o wpisy pod spodem.
Mam absolutorium :)

I wolne.

Mogę zacząć nadrabiać zaległości towarzyskie. Czeka mnie ciężka praca XD.

Podsumowania studiów raczej nie będzie, bo jeszcze bym się załamała XD
1. Mój uczeń znowu nie przyjechał na lekcję. Teraz to już szkoda, mimo że strasznie mi się nie chciało (jak zwykle w sumie) to jednak pieniążki <3333. Napisał, ze musiał dłużej zostać w pracy. Ja nadal podejrzewam pogodę. Niech w końcu przyjdzie ta odwilż.

2. Byłam dziś w bibliotece poszukać materiałów do magisterki. Okazało się, że dr M napisała artykuł o feminizmie prawniczym. Niestety tomu XIII Gdańskich studiów prawniczych nie było w naszej bibliotece. Bo po co komu zbiór takiego periodyku na Wydziale Prawa i Administracji UG?

3. Po [obieranym przejrzeniu dostępnych materiałów, czuję, ze czytanie komentarzy do kodeksu karnego, art. 197 (zgwałcenie) to będzie trauma. Czuję też kolejny artykuł do Zadry.

4. Następnie postanowiłam udać się do biblioteki głównej UG w celu pożyczenia innej książki. Rozmieniłam w tym celu nawet pieniądze, żeby mieć 2zł.
A trzeba Wam wiedzieć, że mieć 2zł do szafki w Bibliotece Głównej, to podstawa, bez której nie da się obyć* oraz główna bolączka osób, które bywają tam za rzadko, żeby o tym szczególe pamiętać (reszta ma dyżurne 2zł w kurtce). W szatni zawsze znajdzie się osoba prosząca o rozmienienie/wymienienie pieniędzy. A czasem nawet znajdzie się ktoś dobroczynny, kto widząc Twą zdesperowana minę, podaruje Ci te 2 zł, gdy sam nie ma rozmieć (najprawdopodobniej sam znalazł się kiedyś w podobnej sytuacji i zna ten ból).
Na miejscu, po przebyciu ciężkiej drogi na mrozie, okazało się jednak, że nie wzięłam ze sobą dokumentów (żadnych, ani biletu miesięcznego, ani legitymacji, która jest karta biblioteczną), więc szłam nadaremno. Było mi bardzo smutno z tego powodu, jednakże uszczęśliwiłam zdesperowana osobę, bo mogłam jej rozmienić 5 zł, jako że już nie potrzebowałam moich 2zł do szafki.

*do biblioteki nie wpuszczają w płaszczu, z torbą (torbą na laptopa też) czy czymkolwiek innym, w czym możesz wynieść książki. Wszystko trzeba zostawać w szatni, gdzie są jedynie szafki otwierane na 2zł (łaskawie zwrotne).

5. Jak się potem okazało, wyrwa do biblioteki nie była jednak daremna – zauważyłam brak biletu miesięcznego i kupiłam sobie bilet tramwajowy w drodze powrotnej do domu. A akurat była kontrola.

6. Jeden z wykładowców wywiesił karteczkę, że jego wykład zacznie się 15 minut wcześniej niż zwykle, po czym spóźnił się 15 minut w stosunku do normalnego czasu. Ergo czekaliśmy na niego pół godziny.
Od pięciu lat obiecuję sobie, że kiedyś pójdę na wampiradę - akcję oddawania krwi u nas na uniwerku. Jest to akcja organizowana cyklicznie, kilka razy w roku, ale zawsze znajdowałam wymówkę, żeby akurat tego dnia nie iść.
Dziś była kolejna edycja akcji. JA miałam akurat okienko i nic wymagającego intelektualnie do końca dnia. Stwierdziłam co mi tam - pójdę. Zrobią mi za darmo badania krwi.
Wypełnłam ankietę i podchodzę do rejestracji. A tu okazuje się, ze jak miałam "mały zabieg chirurgiczny" w postaci tej ósemki, to muszę odczekać 4 miesiące.

Już nigdy nie zostanę dawczynią
Wszystkim bardzo dziękuję za troszkę, jesteście kochani :*

Przeżyłam dzisiejszy dzień – dobry znak.
Rwanie było nieprzyjemne, ale do przeżycia. Najgorzej było, jak znieczulenie zeszło, a keto al jeszcze nie zaczął działać (srsly zaczął działać po jakieś 1,5 godziny!). Usiłowałam spać, ale nie mogłam zasnąć i było mi strasznie zimno (a spałam w ubraniu pod kołdrą z dwiema parami skarpetek). W dodatku jak już zasypiałam to raz wyłączył mi się komputer (sam z siebie, format nie pomógł mu na to :() i to mnie obudziło, a potem przyszła cioci zobaczyć jak się czuję (chyba byłam dla mniej dość niemiła) i przyniosła ciasteczka (nie najlepszy pomysł, srsly XD).
Teraz jest ok, mam antybiotyk i ketonal (szkoda tylko, ze mogę go brać co najwyżej trzy razy dziennie). I robię się głodna. Jestem nieprzystosowana do diety płynnej (ale gerberki są ok!). no i w sumie to obrzęk mi się zwiększa, co mnie zaczyna trochę martwić.
Byłam wczoraj na pierwszym szkoleniu programu Active Citizens (to to na co pisałam takie długie CV). Było to spotkanie zapoznawcze i w sumie ciężko streścić, co robiliśmy, a robiliśmy rożne ćwiczenia, skupione głównie na naszej pracy na rzecz organizacji i społeczności. No i poznawaliśmy się. Okazało się, że nie tylko na narzekam, że nawalę sobie za dużo na głowę, ale jak nic się nie dzieje, to jest mi źle. Dowiedziałam się też o istnieniu trójmiejskiej organizacji kobiecej, o której wcześniej nie miałam pojęcia. Ogólnie atmosfera była świetna i czułam się „wśród swoich”.

Na samym wstępie uderzyło mnie, że jestem prawieże wśród samych kobiet. Mieliśmy jednego uczestnika i jednego organizatora. Reszta - same kobiety. Z jednej strony aktywność kobiet zdecydowanie mnie cieszy, z drugiej żal mi, że tyle naszej pracy jest nieopłacana albo słabo opłacana :(.

Poza tym potwierdza się teza, że jednak jestem kobietą (OMG). Gdy mówiliśmy o działaniach naszych organizacji i społeczności, często przewijały się wartości takie, jak różnorodność, współpraca oraz sieć (np. organizacji). I widząc tyle osób działających w taki właśnie sposób jasnym stało się dla mnie, że mi to właśnie odpowiada. Wolę współpracę, a nie konkurencję i rywalizację, a to podobno typowo kobieca cecha.

Za to okazało się, że nie potrafię wyobrazić sobie przyszłości. W jednym z ćwiczeń mieliśmy sobie wyobrazić świat, jaki chcielibyśmy widzieć za 50 lat. Mimo usilnych starań nie byłam w stanie tego zrobić. Ćwiczenie było po prostu za trudne, bo musiałabym sobie wyobrazić, całą drogę, która doprowadziła do tej wizji. Musiałabym sobie wyobrazić jak będzie wyglądać wtedy demokracja i co sprawi, ze w końcu zamiast budować stadiony zaczniemy budować przedszkola (jak to potem opowiadałam koleżance, to stwierdziła, że myślę jak facet. Pogubić się można XD) A moja pierwszą myślą było, że za 50 lat będę miała 73 i zupełnie inna perspektywę niż teraz.
Pół wieczoru spędziłam na wypełnianiu formularza zgłoszeniowego do projektu British Council Active citizens (taki projekt dla aktywnych lokalnie). Jak doszłam do punktu o doświadczeniu w działaniach na rzecz równości i pomyślałam o tym wszystkim, co robiłam (a tylko pomyślałam nie sprawdzałam w różnych archiwach), to trochę tego jest. Co jest kinda optymistyczne. (Mam dużą ochotę dopisać też [livejournal.com profile] feminizm_pl . Minusem jest to, że jeśli Ania - koordynatorka tam zajrzy, do dojdzie do mojego lj'a z tymi wszystkimi dziwnymi notkami XD).

W dodatku w organizacjach pozarządowych pracy mogę szukać. Szkoda, że nie mam takiego doświadczenia w czymś bezpośrednio związanym z praktyką prawniczą, albo działalnością akademicką. Szkoda, że moje CV tak biednieje, kiedy sobie tego nie wpisuję (a czasem boje się wpisywać działalność feministyczną, bo nie wiem kto to będzie czytać i czy szalonej feministki z góry nie skreśli).

Chociaż biorąc pod uwagę, ze zabrałam się za to, bo odczuwam już brak jakiejś aktywności społeczne to może nie ma sensu w ogóle myśleć o aplikacji, bo i tak skończę w organizacjach pozarządowych?
 

Właściwie cały dzień spędziłam dziś w kuchni. Zrobiłam ciasto i dwie ogromne miski (aj min naprawdę ogromne, będziemy to jeść przez tydzień) sałatek. Plus ciasto zrobione wcześniej, plus babka, która upiekła Babcia, bo co z tego, że wyszła wczoraj ze szpitala (nic poważnego, zaplanowana seria kroplówek), jeszcze jedno ciasto musi być.


Tata cały dzień usiłuje skompletować zestaw naczyń, jaki będzie potrzebny. Przez pół dnia zastanawialiśmy się w czym podać lody i wygrzebywaliśmy jakieś salaterki, po czym okazało się, ze za kieliszkami stoją pucharki. 



I choć zabrało mi to całą sobotę i jestem zmęczona, dało mi to wiele satysfakcji. Jestem zadowolona i naprawdę cieszę się na jutro :) (imieniny taty i impreza rodzinna)
Ja: *wchodzę przerażona do gabinetu*
Pan doktor: Co pani taka przerażona? Co robimy?
Ja: wyrywamy ósemkę
Pan doktor uśmiechając się pod tytułem pani się tylko tak wydaje widzi pani bo to nie jest takie proste. *pokazuje zdjęcie* Widzi Pani, bo tu trzeba usunąć kawałek kości i potem wydłubać tego zęba. I ja to muszę zrobić w zwykłym gabinecie zabiegowym, na Akademii Medycznej.
Ja: @_@
Pan Doktor: Tak w ogóle to tą drugą ósemkę powinniśmy wyrwać najpierw, bo tu trzeba usunąć jeszcze więcej kości, ale skoro Pani mówi, że robią się tutaj Pani stany zapalne, to najpierw zrobimy tą.
Ja: @_________________@

Omen

Aug. 5th, 2010 01:34 pm
Idę dziś na wyrwanie ósemki, więc jaka sprawa wpływa dziś do kancelarii? O odszkodowanie za wyrwanie niewłaściwego zęba XD.

W ogóle to trzymajcie za mnie kciuki, bo kurcze boję się co to będzie :( I żebym potem nie umarła z głodu :(

Zakupowo

Jun. 18th, 2010 07:43 pm
Byłam dziś na zakupach (kolejna rzecz na mojej liście do zrobienia w wakacje). wydałam mnóstwo pieniążków (po czym dowiedziałam się, ze obojga moich uczniów za dwa tygodnie nie będize, czy oni na prawdę nie mogą rozkładać nieobecności na różniące się od siebie terminy).
W każdym razie kupiłam sobie:
- 2 staniki (po pół godzinie przymierzania dosłownie wszystkiego, panie wywaliły z półek wszystko co miały, żeby znaleźć mój rozmiar)

- klawiaturę, z której do Was piszę (poprzednią zalałam, a NzS wraca za 2 miesiące, nie można wiecznie korzystać z jej sprzętu tak, jak od 2 lat korzystam z jej DVD. W końcu "Back space" i "home" nie są tuż obok siebie. no i mam jakieś ekstra guziczki typu zamykanie komputera z klawiatury, przy czym istniała groźba, że nie będę mogła ich używać, bo oprogramowanie instalacyjne było na DYSKIETCE, a Lee nie ma już stacji dyskietek. Na szczęście Windows XP nie potrzebuje instalacji)

- spodnie (których potrzebowałam, ale których jeszcze nie zaczęłam szukać, so YEY) i bluzkę (nic szczególnego, ale 14,90 a zawsze się przyda. Były jeszcze super koszule z krótkim rękawem, ale M było na mnie zupełnie za małe, a L trochę za duże i nie wyglądałam już tak świetnie. Może jak będzie przecena to kupię, ale tak mi się odechciało)

- zestaw 5 cieni do powiek z Inglota (zgadnijcie, jakie kolory? XD)

OMG zmieniam się w kobietę! (tylko głowa mnie od tego wszystkiego rozbolała)
1. Głodowałam dziś przez cały dzień, bo ojciec zamiast pojechać na zakupy pojechał na rower. Zakupy przyjechały dopiero ok 21, bez bułek ale za to z orzeszkami w czekoladzie z biedronki (trzymają mnie przy życiu podczas sesji)

2. Nadal się uczę, ale postępowanie cywilne w porównaniu z prawem pracy co przyjemność tylko czemu tak w chuj dużo tego

radośnie

May. 25th, 2010 06:44 pm
Wiele kobiet chodzi na zakupy żeby sobie poprawić humor. Ja dziś odkryłam, że muszę mieć dobry humor, żeby pójść na zakupy (ale nie za długo), wtedy sprawi mi to przyjemność.

W ramach dzisiejszego dobrego humoru kupiłam sobie butki, które wypatrzyłam już wcześniej (chyba przy okazji innego dobrego humoru), ale wtedy nie było mojego rozmiaru. Dziś był:
buty )



A potem poszłam jeszcze do empiku i kupiłam książkę kiedy ja to przeczytam. Chyba zapomniałam, że tn dodatkow przypływ kasy miałam spożytkować na klawiaturę i whiteboard (która po polsku się nazywa „tablica suchościeralna”).
A potem jeszcze wróciłam do domu i zrobiłam dobry obiadek :) I słoneczko świeciło po drodze! Jedyne co, to nie kupiłam sobie orzeszków ziemnych w czekoladzie z biedronki, od których ostatnio jestem uzależniona (bo biedronki nie było po drodze)

Dodatek specjalny dla [livejournal.com profile] magdalith , czyli moja super torba, która rozciąga się bardziej niż myślałam (bardziej od Klaudiusza (mój szalik)). Ale babcia mówi, że damy radę, ramię można skrócić.
torba )


Zdjęcia niestety jakości mocno przeciętnej, bo widać w moim lamerskim telefonie i aparat się robi lamerski (kiedyś było z nim chyba lepiej)

A teraz idę sobie zrobić dzień dziecka i coś obejrzeć.

Berlin #1

Feb. 15th, 2010 01:04 am
No więc pojechałam, wróciłam, nie zjedli mnie, nie zgermanili, potwierdziło się, że nie znam niemieckiego. Nadal jestem hetero. [Poll #1525565]
1. Mój dzień dzisiaj:
zajęcia - okno - spotkanie - zajęcia - okno - zajęcia - zajęcia - okno - spotkanie - spotkanie.
W sumie 7.30 - 21 na wydziale lub w okolicach nigdy więcej nie idę na wykład z kpc
O dziwo przeżyłam i mimo braku snu nawet nie umieram tak jak powinnam. Może mój organizm zorientował się, że już listopad i nie ma co liczyć na 8h snu, a funkcjonować trzeba? A może to tylko lekka gorączka?
2. Od trzech dni nei sprawdzałam flisty, boję się tam zajrzeć. A moja skrzynka mailowa to jakaś masakra.
3. Miałam kolejne seminarium. Mogę pisać z feminizmu prawniczego (\o/), ale muszę wymyślić coś ciekawego z tym tematem bo plan historia - przedstawicielki - perspektywy wydaje mi się nudny. A poza tym to zastanawiam się czy nie pisać o literackiej teorii prawa. Mam w tygodniu złapać profesora, żeby mi pożyczył jakieś materiały.
4. Wynik rozmów z Marcinem (zdecydowanie za dużo okienek dzisiaj)
[Poll #1480873]

5. W końcu ustalili wysokość stypendiów (po prostu zlikwidowali najniższy próg, reszta bez zmian, zajęło im to 5 miesięcy). Sęk w tym, że nie ma mnie na liście, a jak bym nie liczyła powinnam mieć stypendium. Tak wiec trzymajcie kciuki, żeby to była tylko jakaś pomyłka i żeby odkręcanie jej nie zajęło mi trzech miesięcy.
6. A poza tym w Gdańsku śnieg i zimno.

PS. W ankiecie miało być oczywiście "zabijania" ale nie mogę tego już edytować :(
Byłam dziś na prelekcji dotyczącej sztuki feministycznej. koło mnie siedział dziadek (tak z 80 lat) i przysypiał, a na przeciwko mnie facet, który wyglądał jak Polański (...). dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy i pewnie zapamiętałabym o wiele więcej, gdyby nie to, że było tak tak cholernie zimno. W dodatku w domu zastanawiałam się, czy nie ubrać jeszcze swetra, ale stwierdziłam, że na miejscu będzie pewnie strasznie gorąco, jak to w muzeach.

W dodatku słynna Trójmiejska pogoda przypomniała sobie, że lato się skończyło i czas na zimę. z domieszką deszczu. Jak wpadłam do domu to oficjalnie pożegnałam lato: pochowałam sandały, wyciągnęłam kozaki i płaszcz zimowy. Rękawiczki noszę już od kilku dni.

[Poll #1465139]

Dzięki kubis przeczytałam najdurniejszą petycję na świecie i podpisałam się pod odpowiedzią na nią. Oczywiście dotyczą Polańskiego, ale nie namawiam do podpisywania czegokolwiek, piszę to bardziej jako ciekawostkę przyrodniczą. Spójrzcie na listę podpisów. Przy tych argumentach nawet "wielkim artystą był" zaczyna mieć jakiś sens. Ile sławnych ludzi się pod tym podpisało... Ile kobiet :(
...dostarczyli mi dziś rozrywki.

Wracam od dentysty (po raz kolejny, srsly co pól roku chodzę na wizyty kontrolne, skąd się tyle tego porobiło?), jestem na mojej ulicy, ktos robi remont i ma pod domem kontener na gruz itp. Z kontenera wystaje tabliczka:


tabliczka. zdjecie z komorki )

Profile

galianoir

April 2011

S M T W T F S
     12
34 567 8 9
10 1112 13 141516
17181920212223
24252627282930

Syndicate

RSS Atom

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Sep. 22nd, 2017 01:21 pm
Powered by Dreamwidth Studios