Jebane kurwa kanary.

wiecie, po 5 latach jeżdżenia na bilecie miesięcznym nadal zapominam, że trzeba kasować jednorazówki. I czasem mi się przypomina po dwóch przystankach. Tak jak dziś. I nawet wstałam i wyciągnęłam bilet, ale zanim dotarłam do kasownika facet zarządził kontrolę.

Żebym jeszcze kurwa nie miała tego biletu, albo zupełnie o nim zapomniała. Albo żebym kurwa czasem jeździła na gapę. Ale nie, kurwa, kupuję zawsze. Teraz to chyba przestanę, bo jak widać nie ma najmniejszego sensu.

A zastanawiałam się, czy może jednak nie kupić semestralnego. Teraz kurwa wyszłoby taniej.

Żeby było jeszcze lepiej seminarium na, które pojechałam zostało odwołane (karteczka na drzwiach, kurwa). Dobrze, że miałam inne rzeczy do załatwienia, bo bym się pochlastała.

Beznecie

Feb. 16th, 2011 08:12 am
Trzymajcie się od UPC jak najdalej, jeśli tylko możecie.

Wczoraj odcięto mi Internet, gdyż UPC nie było łaskawe zauważyć naszego przelewu za fakturę za styczeń.
W dodatku tak właściwie to oni są nam winni kasę.
Chodzi o to, ze połowie grudnia tata dał się namówić na zmianę Internetu na szybszy i telewizję cyfrową. Przyszedł facet, zainstalował co trzeba. Dostał za to kasę. Po czym mój tata musiał zapłacić drugi raz za grudzień, no bo nowa taryfa, a już wcześniej zapłacił za starą. Wszystko, zarówno koszty instalacji jak i rozliczenia z grudnia miały być odliczone z przyszłych faktur.
W styczniu przyszła normalna faktura, bez żadnych potrąceń. Tata zapłacił i interweniował. Co z tymi odliczeniami? Powiedzieli, że załatwią to w lutym.
W lutym ponownie przyszła normalna faktura. Tata zapłacił ją jeszcze przed wyjazdem do Szwajcarii, żeby potem nie było problemów. Napisał też do prezesa (XD): co z jego kasą?
W międzyczasie tata dostał wezwanie do zapłaty. UPC twierdzi, że za styczeń zapłaciliśmy 30 zł, a reszty nie. Potem jeszcze dostał SMSa z groźba odłączenia Internetu i telewizji.
No i wczoraj wieczorem odłączyli. Nawet nie miałam się jak poskarżyć na lj’u :(

Jestem ciekawa ile zajmie odkręcenie tego. W każdym razie do odwołania jestem offline. Jakby coś to komórka.
Wstałam dziś o 7:40 i pojechałam na uczelnię, żeby się dowiedzieć, że zajęcia zaczynają się 7.10. Bo po prostu nie można wcześniej umieścić informacji na stronie internetowej. Tak na przykład 30 września? Bo teoretycznie ktoś przecież mógłby pomyśleć, że zajęcia zaczną się już 1.10.
Jeszcze mam ustawione korki i muszę pojechać na Zaspę jeszcze raz. A wydostać się ode mnie to nie jest takie proste zadanie przy rozkopanych torach.
NIENAWIDZĘ jebanego okresu. Czy jak już się spóźnia tyle czasu, to nie mógłby się spóźnić jeszcze jeden dzień? Kiedy kurwa wymyślą coś bezpiecznego, co zlikwiduje okres, kiedy nie jest potrzebny?



Dostałam okres, więc nie mogę jutro wyrwać ósemki. Będę musiała się umówić jeszcze raz poczekać jakiś miesiąc (bardziej pótora) a potem znowu nie wiadomo, co z tego wyjdzie. No i już będę miała zajęcia, pracę i wszystko. Zajebiście.



Najbardziej mnie wkurwia, że nie mogę nic z tym zrobić.
St, zgubiłam portfel (ewentualnie mi go ktoś ukradł, ale nie przypominam sobie sytuacji kiedy mogło się oto stać). Co prawda na szczęście było w nim niewiele kasy i żadnych dokumentów, ale zawsze. No i muszę kupić nowy portfel, a to nie jet najszczęśliwszy moment na kupowanie nowych rzeczy :(
Przez najbliższy tydzień miałam wam narzekać jedynie na Wielkie Koło z postępowania cywilnego. Zastanawiałam się nawet, czy pójść na jutrzejsze zajęcia z prawa pracy, ale przypomniałam sobie, że mają być kobiety w ciąży i sierdziłam, że kto, jak kto, ale ja na tych zajęciach muszę być pewnie wyjdę z dołem i ogólnym rozdziawieniem gęby, że jestem jedyną osoba o takich a nie innych poglądach/ Eh, życie. No i, jak niektórzy już wiedzą, zaczęłam czytać o tych uprawnieniach związanych z rodzicielstwem. Cierpiałam na tym bardzo. Ogólnie można dojść do wniosku, że ludzie w Polsce rozmnażają się przez dzieworództwo.

Wstęp do podziału "Szczególna ochrona pracy kobiet i rodzicielstwa"*

Właściwości organizmu kobiety, realizowanie funkcji prokreacyjnej, łączenie dwóch ról społecznych - pracy zawodowej z obowiązkami domowymi, ponoszenie głównego ciężaru opieki i wychowania dzieci wymagają kształtowania sytuacji prawnej pracownicy w sposób szczególny.
U. Jackowiak, W. Uziak, A. wypych - Żywicka, "Prawo pracy"

A potem jeszcze peany, jakie to mamy nowoczesne ustawodawstwo przy każdym wspomnieniu o tym skrawku uprawnień rodzicielskich dla ojca, jakie się pojawiają.
Jeśli ktoś miał wątpliwości, co do socjalizacji w procesie edukacji, to proszę bardzo, nawet na studiach nie można się od tego uwolnić. A ludzie kupują ten szit, bo przecież napisał to ktoś, kto ma prof./dr przed nazwiskiem, a poza tym trzeba zdać egzamin, prawda? A potem zostają adwokatami, radcami prawnymi, sędziami aż Trybunału Konstytucyjnego. Założę się, ze jakby ktoś zaskarżył np zakaz pracy kobiet w szczególnie uciążliwych warunkach, to w orzeczeniu TK utrzymującym zakaz w mocy znalazłby się jakiś taki tekst.

Jestem ciekawa, jak zmaltretowana wyjdę po tych jutrzejszych zajęciach.

I żeby nie było, nie chodzi mi o to, że macierzyństwo nie jest ważne (bo jest, dla tych, które chcą!), a jedynie o sugerowanie, że jest ważniejsze od ojcostwa, a mężczyźni nie muszą godzić ról rodzinnych z zawodowymi. EDIT: "nie muszą" w znaczeniu nie powinni zacząć, a nie że teraz społecznie są do tego przymuszani w takim stopniu jak kobiety.
Nienawidzę jebanej papirologii na UG.

dziękuję za uwagę.
Raz na jakiś czas należy ponarzekać na swoją uczelnie, prawda?


1. Mój dziekan jest głównym przeciwnikiem założenia na UG Ośrodka Gender Studies. Nie podoba mu się, że ma tam pracować 14 kobiet i 5 mężczyzn. Faceci będą dyskryminowani! (szkoda, ze nie przeszkadza mu brak parytetu na jego własnym wydziale). A jak założą ośrodek Gender Studies, to on założy Ośrodek badań nad pedofilią. (a co to ma do rzeczy? Może przecież założyć)
Poczytajcie sami, artykuł tutaj.

2. Biurokracji ciąg dalszy. Obecnie, żeby koło mogło rozwiesić plakaty na UG nie tylko muszę mieć zgodę kanclerza wraz z zatwierdzeniem projektu plakatu. Teraz na podaniu musi być jeszcze podpis opiekuna naukowego. To już naprawdę zaczyna grozić cenzurą. Ja rozumiem, że władze UG odpowiadają za wszystko, co się dzieje na uczelni, wiec powinny o tym wiedzieć. Ale mamy coś takiego jak wolność badań naukowych (gwarantowane w Konstytucji art. 73). A stosy papierków naprawdę ograniczają korzystanie tej wolności (warto zaznaczyć, ze wg. art. 33 Konst. ograniczenia w korzystaniu z tych wolności mogą być ustanowione tylko w ustawie i to pod pewnymi warunkami). Pomijając to, że zamiast przesłać maila trzeba przejść się osobiście do rektoratu, że ludziom się odechciewa robienia czegokolwiek (a potem narzekajmy, że nie mamy społeczeństwa obywatelskiego), ale opiekunowie też będą niechętni patronowaniu kołom, jak co chwilę ktoś im będzie głowę zawracać. Są profesorowie, którzy są na uczelni raz na dwa tygodnie i zdobycie od nich podpisu, to nie jest prosta sprawa. Albo inna historia: jedno z kół na WNSie chciało wraz z KPH zorganizować wystawę o prześladowaniach osób homoserksualncyh podczas holokaustu. Potrzebowali zgody dziekanki. Pod podaniem potrzebny był podpis opiekunki koła. Jednak (wg oczywiście nieoficjalnych informacji) została ona zastraszona przez władze wydziału i nie podpisała. Dlatego też moje koło wraz z pierwotnymi organizatorami robi tę wystawę na wydziale filologicznym (jeszcze puszczę info). Pięknie.
Na prawdę wystarczyłaby jakaś notyfikacja do Kanclerza z możliwością zablokowania sprawy, jak kanclerz uzna, że narusza ona prawo (istota wolności polega na tym, że wolno robić nie to, na co prawo zezwala, tylko wolno robić wszystko prócz tego, co prawo zabrania) oraz z możliwością protestu innych osób (bo też chciałabym mieć możliwość zareagowania, jeśli ktoś robiłby spotkanie neofaszystów).Tak na przykład działa legalizacja zgromadzenia publicznego (realizacja innej konstytucyjnej wolności – wolności zgromadzeń art. 57). Mimo że czasem trzeba np. zatrzymać ruch w środku miasta wystarczy zawiadomić władze gminy na trzy dni przed zgromadzeniem. Jeśli władza milczy to znaczy, że się zgadza. Jak zgromadzenie naruszałoby ustawy bądź zagrażało bezpieczeństwu publicznemu organ gminy może wydać decyzję zabraniającą zgromadzenia, ale musi ją doręczyć organizatorowi na 24 godziny przez zgromadzeniem (w skrajnych wypadkach władze mają dwa dni na wydanie decyzji, niezależnie czy jest to dzień powszedni czy niedziela)

3. Obniżyli stypendia na moim wydziale. Co prawda o 20 zł, ale biorąc pod uwagę i tak zawrotne kwoty, jakie dostajemy (obecnie od 110 do 230 zł) oraz to, ze na początku roku akademickiego w ogóle zlikwidowali najniższy próg stypendialny – to już naprawdę jest przesada.
Powiem wam, że załatwić cokolwiek w tym roku na uniwersytecie graniczy z cudem. Ja kumam, ze uniwerek musi na siebie zarabiać, ale jednak jest to instytucja kultury i wychowania społeczeństwa obywatelskiego i powinna umożliwiać jakieś działanie organizacjom społecznym, zwłaszcza jak są uniwersyteckie.
Dziś np. byłam trzy razu na Wydziale Nauk Społecznych, usiłując załatwić salę i audytorium na 16 Dni Akcji Przeciw Przemocy ze Względu na Płeć. Wcześniej usiłowałam załatwić to na Prawie, ale jest takie obłożenie sal, że nie mogłam dostać tylko jedną salę dydaktyczną (a potrzebuję dwóch) i to szczęście, że chciałam poniedziałek, bo to jedyny możliwy dzień poza piątkiem. O audytorium albo sali multimedialnej nie mam co marzyć, wszystko zajęte. Również w godzinach 17:00-21:00.
Potem chciałam załatwić audytorium w Bibliotece Głównej UG. Akurat termin zajęty, ale tak ogólnie to już wkrótce koła naukowe nie będą mogły z niego korzystać. Bo kanclerz potrzebuje do czegoś innego.
W końcu został mi WNS, co mi się nie uśmiechało, bo tam nie znałam procedur. Ale co zrobić nie ma co się lubi, lubi się co się ma. Wypytałam się koleżanki, poszłam do administracji, dostałam sprzeczne informacje, trudno, próbujemy. Na moje nieszczęście na jednym podaniu poprosiłam i o salę dydaktyczna i o audytorium (tak się robi na prawie, żeby dziekan miał mniej papierków). Poszłam do pana Marka od audytoriów, żeby sprawdzić ich dostępność. Na szczęście jest, wstępnie zarezerwowałam. Potrzebna zgoda dziekanki. Ale pan Marek nie zajmuje się salami dydaktycznymi, bo to podpada pod osobne instytuty. Pan Marek skierował mnie gdzie trzeba. Niestety na drzwiach pokoju 408 była karteczka informująca o zwolnieniu lekarskim (btw na UG pracują sami niezastąpieni ludzie, jak ktoś jest chory, to nie da się sprawy załatwić, trzeba czekać aż wróci).
Wróciłam dzisiaj, dostałam informację o dostępności sali, ale zgodę na użyczenia sal dydaktycznych wydaje Dyrektor Instytutu. Złożyłam u niego podanie, będzie w czwartek. Tak więc w czwartek albo w piątek przełożę je z jednego sekretariatu do drugiego (do pani dziekan). Przy czym nadal nie wiem, od kogo pożyczam sprzęt.
I to nie jest tak, że ludzie w tych wszystkich pokojach są wredni i chcą się mnie jak najszybciej pozbyć i w sumie z czym do ludzi. Wszyscy byli bardzo mili i pomocni i udzielali wszelkich informacji, dzwonili itd. Ale po prostu procedury są takie, że ręce opadają.
Że już nie wspomnę o upierdliwych zgodach na plakaty (trzeba dołączyć projekt), osobnych na każde wydarzenie, w których zgodę dostaję po tygodniu, czyli w dzień wydarzenia.
1. Mój dzień dzisiaj:
zajęcia - okno - spotkanie - zajęcia - okno - zajęcia - zajęcia - okno - spotkanie - spotkanie.
W sumie 7.30 - 21 na wydziale lub w okolicach nigdy więcej nie idę na wykład z kpc
O dziwo przeżyłam i mimo braku snu nawet nie umieram tak jak powinnam. Może mój organizm zorientował się, że już listopad i nie ma co liczyć na 8h snu, a funkcjonować trzeba? A może to tylko lekka gorączka?
2. Od trzech dni nei sprawdzałam flisty, boję się tam zajrzeć. A moja skrzynka mailowa to jakaś masakra.
3. Miałam kolejne seminarium. Mogę pisać z feminizmu prawniczego (\o/), ale muszę wymyślić coś ciekawego z tym tematem bo plan historia - przedstawicielki - perspektywy wydaje mi się nudny. A poza tym to zastanawiam się czy nie pisać o literackiej teorii prawa. Mam w tygodniu złapać profesora, żeby mi pożyczył jakieś materiały.
4. Wynik rozmów z Marcinem (zdecydowanie za dużo okienek dzisiaj)
[Poll #1480873]

5. W końcu ustalili wysokość stypendiów (po prostu zlikwidowali najniższy próg, reszta bez zmian, zajęło im to 5 miesięcy). Sęk w tym, że nie ma mnie na liście, a jak bym nie liczyła powinnam mieć stypendium. Tak wiec trzymajcie kciuki, żeby to była tylko jakaś pomyłka i żeby odkręcanie jej nie zajęło mi trzech miesięcy.
6. A poza tym w Gdańsku śnieg i zimno.

PS. W ankiecie miało być oczywiście "zabijania" ale nie mogę tego już edytować :(
Połowę mojego dzisiejszego spotkania z Siostrą ([livejournal.com profile] ffukacz ), które i tak było zdecydowanie zbyt krótkie, zajęła nam rozmowa nad sprawą Polańskiego.

Powiedzcie mi, czy podpisalibyście list w obronie Polańskiego? Bo ja nie. W każdym razie nie taki, zawierający obecne argumenty twórców filmowych. Bo nikt nie skupia się na tym, że sprawa miała miejsce 30 lat temu i gdyby nie moment w którym uciekł Polański zapewne by się przedawniła. Że system zawiódł, że facet ma 76 lat. Mówi się tylko o tym, że jest wielkim reżyserem. W takim razie proponuję: może zapiszmy w ustawie, że sławni i bogaci nie podlegają kodeksowi karnemu? Czy to, że Polański robi świetne filmy usprawiedliwia uciekanie przed wymiarem sprawiedliwości? Kumam, ze w sprawie sądowej były nieprawidłowości, ale miał szansę je wyjaśnić, przed sądem, tak jak każdy zwykły człowiek.

A wiecie, co mnie najbardziej przeraża? W całej sprawie zapomina się o tej dziewczynie, Samathcie Gailey. Akcentuje się tylko to, że mu wybaczyła i wyraziła zgodę na seks (dobrze dla mniej, mniejsza trauma), ale nikt nie nazywa sprawy po imieniu. Ona miała 13 lat, on czterdzieści. Nieważne czy się zgodziła czy nie, to była pedofilia. W tym kraju były pomysły, żeby za pedofilię karać śmiercią (dobra, LPR to nie jest najlepszy przykład, ale już przymusowa kastracja ma wielu zwolenników), ale jeśli dziewczyna nie była dziewicą to co kogo obchodzi, ile miała lat? (Tak, tak, wyciągnęli ten argument, pani Karolina Korwin - Piotrowska na TVN 24 w Polska i świat wins. Choć nie tylko ona. Figura i facet, który był z nią w studiu (Majchrowaski?) też nie byli lepsi. Bo jak tak można, wygrzebywać taką nieprzyjemną sprawę z przeszłości, takiego artystę, bez uprzedzenia! Widać jak jesteś Polańskim stoisz ponad prawem.
Jedynie Węglarczyk i ten Amerykanin, który był z nim w studio potrafili zwrócić uwagę na to na czym polega ta sprawa.
Muszę chyba zacząć z powrotem oglądać telewizję, Na prawdę, ciekawych rzeczy można się dowiedzieć (i przy tym nerwy stracić).

Bo ja po prostu nie lubię kobiet (i mężczyzn, grubych, chudych, wysokch, niskich, homo, hereto, bi, czarnych, białych, żółtych, czyli w skrócie jestem feministką)

Po protu brak mi słów, i ręce opadają, na prawdę. A najbardziej mnie to boli, bo kurcze Jan Kochanowski powinien być też MOIM rzecznikiem. Ale widać jestem obywatelką drugiej kategorii. A może i trzeciej. W drugiej są widać "normalne" kobiety. Jako feminista pewnie spadam do trzeciej.

Oczywiście mówię o ostatnich wypowiedziach RPO w programie Moniki Olejnik. Czyli feministki to kobiety, które są sfrustrowane, bo nie znalazły męża i nie mają dzieci (w skrócie: penis, który leczy). A parytety są Beeee. A Alicja tysiąc jeszcze gorsza.

Krótki materiał poglądowy tutaj.

list protestacyjny. Podpisy zbieramy do niedzieli do płnocy. Rozpowszechnic! )


Ja pierdolę. Byłam dzisiaj na spotkaniu z moją koleżanką. Mamy plan spotkań Koła Gender Studies do końca tego semestru. byłam tak naładowana pozytywnie feministycznie, a potem to... Na szczęście tylko wzmocniło moją chęć do działania.

UPC

Sep. 11th, 2009 11:38 am
1. Wybywam na barłóg mirrielowy do [livejournal.com profile] mirriel . Do zobaczenia w niedzielę. Wszystkim fikatonowiczom życzę dobrych promptów, wena i dużej ilości komentarzy. Te ostatnie postaram się nadrobić jak wrócę.

2. Pierdzielone UPC zabrało mi radio. Tzn. radio przez kabel jest teraz w pakiecie tylko z telewizją cyfrową, która mi zupełnie po nic. Ostatnio przestałam nawet oglądać wiadomości. A lubiłam jak mnie radio budziło z rana. Teraz to sobie mogę osłuchać trzasków, a nie TOK FM. Muszę chyba poszukać jakiegoś innego dostarczyciela kablówki. Tylko trochę się martwię o moje łącze przy zmianie :(

grr

Aug. 12th, 2009 06:19 pm
Mój zajebisty uczeń nie przyszedł na lekcję, którą sam przełożył i nawet nie raczył zadzwonić. W dodatku jest poza zasięgiem, więc nie dowiem się, czy ma nadal czekać, ani czy przyjdzie jutro.
Na prawdę czy nie mógł przyjść dzisiaj a odpuścić sobie jutro?
Najgorsze jest to, że nawet nie za bardzo mogę go opierdzielić...

EDIT: Wróciłam właśnie od babci, którą odwiedziła nasza wspólna sąsiadka i okazało się, że ona chce się uczyć angielskiego. Ma się do mnie odezwać, jak wrócę z Krakowa.

A do ucznia nadal nie mogę się dodzwonić i nadal nie wiem na czym stoję jutro.
Chińczycy ochujali Najlepszą z Sióstr. Z powodu kontroli jaka ma się odbyć w przedszkolu, w którym miała pracować NzS odwołane zostały wszystkie staże dla osób z zagranicy. Bo maja nie takie wizy jak trzeba. Teoretycznie ISEC (organizacja studencka, która to załatwia) ma obowiązek znaleźć jej podobne zajęcie. Ale w 11 dni będzie trudno. A biletu lotniczego nie można zwrócić, nie wiemy, czy da się przebukować (ani ile to by kosztowało) yay! \o/
Chyba jednak powinnam znaleźć jakąś pracę. Tak mam za dużo czasu. I czytam za dużo prasy. W zeszłym tygodniu był by artykuł (który nawet zalinkowała [livejournal.com profile] mirriel )o tym, że jak się kobiety puszczają, to niech umierają na raka szyjki macicy. Po co szczepić 11to letnie dziewczynki. Potem był artykuł o samotnych ojcach, który nie by nawet taki zły, miał w sobie trochę dobrej treści, bo pokazywał jak faceci są dyskryminowani jako ojcowie (np. pani na wywiadówce stwierdziła, że o czymś tam to już z mamą porozmawia, jakby był takim kwiatkiem do kożycha na zebraniu rodziców). Wkurzyło mnie tylko to, że jak facet musi ogarnąć pracę, dom i dzieci, to jest to coś wyjątkowego. Jak to samo robi kobieta, użerając się jeszcze przy tym z Funduszem Alimentacyjnym to jest to coś normalnego.

A dziś znowu rzepa się popisała
http://www.rp.pl/artykul/2,331744.html

Bogini mi świadkiem, jak cierpiałam czytając ten artykuł. Kilka razy myślałam, że nie dobrnę do końca. Ale zaciskałam zęby i brnęłam dalej (feministki są silne). Nie chce mi się nawet komentować. Na prawdę nie ma czego. Każda osoba, która wie choć trochę o parytecie albo o feminizmie zauważy tysiące sprzeczności w tym tekście. Ale uważam go za bardzo niebezpieczny. Bo w rozsądnych słowach wyśmiewa parytet i feministki. Postuluje wprowadzenie polityki prorodzinnej (zapominając, ze jest to feministyczny postulat), zauważa jak trudem jest godzenie obowiązków rodzinnych z zawodowymi (bo przecież feministki to pomijają). Natomiast nie zauważa, że zwalanie całej pracy domowej na kobiety jest dyskryminacją (bo przecież nie jesteśmy dyskryminowane). Nie zastanawia się, dlaczego 60% osób z tytułem doktora to kobiety, natomiast w gremiach decyzyjnych uczelni są ledwie zauważalne. Znajoma, profesorka na UG opowiadała mi jak jej koleżanka podczas jakiejś weryfikacji jej pracy naukowej (nie wiem jak to się nazywa, podobno coś takiego się robi na uniwersytetach) usłyszała od tego weryfikującego, że ma "jakąś dziwną przerwę w karierze naukowej". A ona w tym czasie urodziła trójkę dzieci...
Wydaje mi się, ze większość osób, które nie nie zetknęły się z feministycznymi wypowiedziami, może nie zauważyć sprzeczności w tym artykule i przyjąć ten punk widzenia, bo na pierwszy rzut oka osoby "niedoświadczonej" wydaje się rozsądny. Trochę dziennikarskiej rzetelności i byłoby tak pięknie...

Na koniec mój absolutny faworyt z tekstu:
Polskie kobiety nie musiały zaciekle walczyć z polskimi mężczyznami o równouprawnienie, tak jak kobiety w wielu europejskich państwach. Dziedziczyły ziemię i majątki, a prawa wyborcze otrzymały już w 1918 roku, czyli wcześniej niż kobiety w Stanach Zjednoczonych, Anglii, Francji, Szwajcarii.
Pewnego pięknego dnia w Polsce w roku 1918 panowie obudzili się i postanowili dać kobietom prawa wyborcze. Ot tak, po prostu, bo uznali, że czas już zakończyć tę dyskryminację. A może Wielka Rada Facetów, Którzy Siedzą Tam Gdzieś i Całymi Dniami Myślą Jak Bardziej Zgnoić Kobiety, po prostu miała gorszy dzień i zapomniała przesłać odpowiednich instrukcji. Albo jeszcze nie zauważyła, że po I Wojnie Światowej powstało nowe państwo: Polska. Jednakowoż nie ważne jak było. Polska stała się rajem na ziemi dla kobiet.
Bo w 1917 (a wcześniej w 1907) roku wcale nie było wielkiego, konspiracyjnego Zjazdu Kobiet, gdzie kobiety stwierdziły, że na prezenty nie ma co czekać. Postanowiły wywalczyć sobie prawa wyborcze. Wcale nie napisały petycji w tej sprawie i nie wybrały delegacji, która pójdzie z tym do marszałka Piłsudksiego. I ta delegacja wcale nie stawiła się u niego w domu i nie przekonała do poparcia niedyskryminującej ordynacji wyborczej. Nie. Panowie po prostu pewnego dnia obudzili się i postanowili zrobić kobietom prezent.

Na osłodę (no może nie na osłodę, bo to bolesne, ale skoro już przy historii byłam, to można podrzucić kobieca perspektywę na historię najnowszą):
http://www.neww.org.pl/pl/news/news/1,4934,4.html

Wszystkie osoby, które zgodnie z moją prośbę zaczęły planować wybijanie ubezpieczycieli, ubezpieczających i ubezpieczonych proszone są na przerzucenie się na rolników, konsumentów i najemców lokali mieszkalnych, albowiem dowiedziałam się przed chwilą, ze ubezpieczenia nas nie obowiązują. Podobnie jak kilka innych umów.  Kurwa. (specjalnie dla [livejournal.com profile] rysiaczek  :P) Kocham jasno podany zakres egzaminu.
Skończy się na tym, że w końcu zapisze się na to grono. I na fejsbuka też...

PS. youtube powinni wyłączyć na czas sesji.

Dobra ja kumam, że to rzepa, ale mimo wszystko. Jak coś takiego może się ukazać w poczytnej gazecie w cywilizowanym kraju? I jak to możliwe, że dowiaduję się o tym z genderowej listy mailingowej zamiast z szerokiego strumienia protestów w środkach masowego przekazu? A może już tak wypadałam z nadążania za programami informacyjnymi, że nie zauważyłam.
Ja mam chyba za dużą wiarę w ludzi...

W każdym razie tu jest wzró listu protestacyjnego i namiary na redaktora naczelnego Rzepy. Mnie osobiście treść listu się nie do końca podoba, ale zawsze można przecież napisać coś od siebie.

www.tvn24.pl/12690,1599085,0,1,obchody-4-vi-w-krakowie--premier-boi-sie-zadym,wiadomosc.html

Smutno mi, naprawdę.

Jak można robić obchody upadku komunizmu w Polsce gdzieś indziej niż pod bramą Stoczni Gdańskiej? I to międzynarodowe obchody. My wiemy, że było mnóstwo protestów i upadek komunizmu to nie tylko Solidarność, ale ludzie z zagranicy kojarzą zapewne tylko Wałęsę i tę bramę Stoczni. A przywiozą ich do Krakowa. Na WAWEL. Niech się Krakowianki na mnie nie obrażą i wybaczą niewiedzę, ale jeśli chodzi o Kraków to ja kojarzę tylko wysadzenie pomnika Lenina w Nowej Hucie. To już lepiej się nadaje Poznań, Radom czy Szczecin (przecież tam też podpisali porozumienia!) albo od biedy Warszawa, jako stolica. Ludzie to są historyczne obchody. Nie obchodzą mnie @#$%%$# związkowcy. I niech mi nikt nie mówi, że nie da się zapewnić ludziom bezpieczeństwa podczas obchodów. A że jak związkowcy zrobią zadymę będzie wstyd? Dla mnie jest większy jak rząd z tego powodu przenosi obchody.

I nich się ktoś jeszcze raz zapyta, czemu symbolem upadku komunizmu jest rozwalanie Muru Berlińskiego.

Czy my nawet z sukcesu musimy zrobić porażkę?


1. Rozwalił mi się wczoraj obcas w moich jedynych zimowych butach.
2. Więc muszę je oddać do szewca.
3. Plus spanikowana chodziłam wczoraj po sklepach (czego nienawidzę) w poszukiwaniu nowych butów. Oczywiście na wiosnę z zimowych są już tylko rozmiary 36 albo 40, czyli nie moje.
4. Tak, mamy wiosnę, przeżyję dwa dni  półbutach, zanim mi szewc odda moje.
5. Wstałam o 6.25, bo na ósmą miałam koło (koło poza zajęciami)
6. Prawie obudził mnie ten śnieg walący o okno.
7. Sądząc po ilości białego gówna - będą białe święta - yay!
8. Jako że nie mam ochoty na odmrożenia, postanowiłam  zrezygnować z półbutów i musiałam wyciągnąć ze strychu glany, których nie nosiłam od jakiś 3 lat.
9. Jak je zawiązywałam urwało mi się sznurowadło.
10. Jako że z białym gównem nigdy nie wiadomo, jak będzie jeździć komunikacja, postanowiłam wyjść na wcześniejszy tramwaj, bo mam koło.
11. Tramwaj miał rozwalone drzwi, więc padało do środka.
12. SKMki również miały problem z jeżdżeniem = większość grupy miała problem z dojazdem
13. Tak więc facet nie okazał się jednak Chujem i przełożył koło
14. Na którym spędziłam wczoraj upojny wieczór i wstałam dziś o 6.25
15. koło jest za tydzień, o 8, ergo wstaję 6.25

A to dopiero 8.20

Profile

galianoir

April 2011

S M T W T F S
     12
34 567 8 9
10 1112 13 141516
17181920212223
24252627282930

Syndicate

RSS Atom

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Jul. 26th, 2017 06:40 am
Powered by Dreamwidth Studios