[Poll #1716315]
Bo ja nigdy nie spotkałam się z takim zachowaniem ze trony kobiet. I tak się zastanawiam, czy to nie jest przełożenie na praktykę męskiegochamstwa „świat do mnie należy” i „przestrzeń publiczna jest moja”. Wiecie o co mi chodzi. Pani się odchudza jak wsiada do autobusu, to zakłada nóżkę na nóżkę, torebka na kolanach, żeby zajmować jak najmniej miejsca i broń bogini nikomu nie przeszkadzać. A pan to się rozwali na siedzeniu, nogi rozłoży „na motylka” i gówno go obchodzi, że jak chcesz usiąść to masz do dyspozycji jedną trzecią swojego miejsca.
Bo ja nigdy nie spotkałam się z takim zachowaniem ze trony kobiet. I tak się zastanawiam, czy to nie jest przełożenie na praktykę męskiego
no subject
Date: 2011-03-11 12:38 am (UTC)Wszystkie znane mi i pytane o to kobiety, które urodziły dziecko, twierdzą, że nic tak nie boli i nic nie jest takie straszne. Poród wydaje mi się czymś przerażającym (pękające hemoroidy np. - ma je większość ciężarnych), cięcie krocza, wszystkie te straszne straszne rzeczy - i brak znieczulenia w polskich szpitalach. Przeraża mnie to (jak to mówili w Łodzi nie tak dawno "pierdolę nie rodzę":P
no subject
Date: 2011-03-11 02:59 pm (UTC)no subject
Date: 2011-03-11 12:53 am (UTC)Co do muzyki w komunikacji miejskiej - lol, nie wiem XD. Teraz pewnie zacznę zwracać na to uwagę, bo ostatnio w komunikacji miejskiej myślę głównie o tym, jak się gdzieś usadowić z moją mega ciężką torbą, nie w głowie mi takie drobiazgi, jak hałasy XD.
EDIT: Tak sobie jeszcze myślę z tymi porodami, że to może być kwestia tego, jak bardzo otwarta w pewnych sprawach jest moja mama. Pamiętam nawet kiedyś rozmowę o tym, które kobiety z rodziny usuwały ciążę, a które chciały, ale z różnych powodów tego nie zrobiły. Mama opowiada też o swojej rodzinie (opowiadałam Ci chyba o przemocy psychicznej w wykonaniu dziadka?), o rzeczach, które jej przeszkadzają w tym, co się w rodzinie dzieje teraz (nie u nas w domu, tylko w relacjach my vs reszta krewnych)... Historię o tym, jak mnie rodziła, znam od dość dawna, stąd nie mam poczucia, żeby to było jakieś tabu; wręcz przeciwnie, większe tabu mama przełamuje teraz, np. poprzez mówienie źle o ludziach, o których cała rodzina mówi dobrze, ale ona inaczej ich pamięta.
no subject
Date: 2011-03-11 03:04 pm (UTC)no subject
Date: 2011-03-11 08:59 am (UTC)no subject
Date: 2011-03-11 09:13 am (UTC)Co, do porodów, to mnie zaskoczyłaś, bo ja zawsze widziałam tę sprawę odwrotnie, tzn, że "poród ma boleć" - jak mówiła minister zdrowia. O tym boleniu się mówi, w programie szkoły rodzenia są zawarte nawet metody radzenia sobie z bólem (pewnie dlatego większość jest płatna, bo pani minister nie uważa, żeby były potrzebne). Birth-partner, który pilnie się uczył na szkole rodzenia powinien mieć opanowane różne sposoby wspierania rodzącej. Tylko że raz - bardzo mało ciężarnych chodzi do szkoły rodzenia, a partnerów jeszcze mniej, a jak przyjdą, to często robią "co innego", dwa - na salach porodowych tak się zastrasza zarówno rodzącą i jej birth-partnera, że boją się znane sobie techniki stosować. Polscy ginekolodzy nie mają zwyczaju kierować swojej ciężarnej pacjentki do szkoły rodzenia, więc wiele kobiet o tym nie myśli. Mnie najbardziej wkurza niedostępność refundowanych środków przeciwbólowych. Nie znam nikogo, kto by rodził na gazie rozweselającym, a w Europie zach. jest on stosowany przy większości porodów.
no subject
Date: 2011-03-11 03:08 pm (UTC)no subject
Date: 2011-03-11 04:53 pm (UTC)no subject
Date: 2011-03-11 01:47 pm (UTC)Ale też mi się wydaje, że o bólu się mówi - przy okazji znieczuleń i ich braku mówiło się dużo, moje koleżanki, które już rodziły, opowiadały o tym bez oporów...
Moja mama rzeczywiście niewiele mówiła o tym, że bolało, twierdziła, że potem, jak już dostała dziecko na brzuch, to wszystko zapomniała. Myślę, że to nie tabu bólu porodowego, prędzej mitologizacja pierwszego przytulenia dziecka?
Ps. Nienawidzę debili, którzy puszczają muzyczkę z komórki, nienawidzę, mogłabym ich mordować kilofem.
no subject
Date: 2011-03-11 03:11 pm (UTC)Najbardziej nienawidzę nastoletnich debili, którzy nie zareagują, jak im się zwróci uwagę.